Spaceman. Jak zostać astronautą i uratować nasze oko na Wszechświat” Mike’a Massimino

Spaceman. Jak zostać astronautą i uratować nasze oko na Wszechświat” Mike’a Massimino

Żaden ze mnie inżynier… Można zdecydowanie powiedzieć, że wolę chodzić z głową w chmurach czytając poezję czy prozę, niż pochylać się nad problemem technicznym lub równaniem matematycznym. Niemniej jednak życie w postaci nastoletniego syna i rynku pracy zmusza mnie do poszukiwań, inspiracji czy nabywania nowych umiejętności, w tym technicznych.

Które kompetencje będą mojemu dziecku w przyszłości potrzebne?

Wykonuję zawód, który pozwala mi na spojrzenie w głąb rynku pracy. Stąd chcąc czy nie chcąc coraz bardziej – jako laik – uzmysławiam sobie jakie kompetencje są, czy będą mi czy mojemu dziecku w przyszłości potrzebne. Jako pracownikowi, przedsiębiorcy, członkowi danej społeczności, czy po prostu człowiekowi….

Patrząc wstecz na swoje lata nauki w szkole czy na uniwersytecie, przeglądając książki syna, uświadamiam sobie smutną prawdę. Pewne umiejętności, tak niezbędne na rynku pracy, są nadal w szkołach pomijane, czy minimalizowanePewnie generalizuję, za co z góry przepraszam, ale nie jest to wyrzut, po prostu stwierdzenie faktu, wynikającego często z przytłaczającej codzienności edukacji.

O NASA i astronaucie, naprawie teleskopu Hubble’a?

Niedawno syn z mężem poświęcili parę dni na lekturę książki pt. „Spaceman. Jak zostać astronautą i uratować nasze oko na Wszechświat” Mike’a Massimino. Szczerze mnie do niej zachęcali, ale myślę sobie – ja? O NASA i astronaucie, naprawie teleskopu Hubble’a? No jakiś żart. Uległam.

 

Okładka książki

Możecie wierzyć lub nie, czytałam z zapartym tchem, śmiejąc się, roniąc łzy ze wzruszenia, smutku, czy dławiących emocji. Książka ta pokazuje jasno kilka prawd. Można:

  1. napisać językiem prostym, rzeczowym, pozbawionym patetyzmu, a jednak poruszającym o swoim niezwykłym życiu.
  2. tym samym językiem napisać o skomplikowanych kwestiach technicznych,
  3. poruszyć zagadnienia dotyczące popełniania błędów i dochodzenia na ich podstawie do prawidłowych wniosków
  4. napisać, że poszukiwania celu w życiu ma sens,
  5. pokazać jak najbardziej niesamowita, zaawansowana technologicznie instytucja (NASA), obracająca setkami milionami dolarów, staje przed konsekwencjami niedociągnięć, błędów. Zmierza się z nimi bez chowania głowy w piasek oraz razem, zespołowo i z mozołem, je naprawia, udoskonala uzyskane rozwiązania, sprawdza, testuje.

 

NASA/Smithsonian Institution/Lockheed Corporation

Co uświadomiła mi książka?

Książka ta uświadomiła mi kilka prostych rzeczy. By móc się realizować, spełniać marzenia, odpowiedzieć na pytanie co chcę robić, w czym jestem dobry, muszę wpierw wiedzieć, że takie pytania mogę sobie postawić. Że stawianie pytań, hipotez jest i w nauce i w życiu czymś niezbędnym. Banalne prawda? Ale jak jako dziecko, nastolatek mam sobie to uświadomić, gdy wszystko mam z góry podane, wyjaśnione, wytłumaczone. Nie twierdzę, że do wszystkiego trzeba dochodzić samemu, jednak ten element poszukiwania, badania i sprawdzania jest potrzebny. Bo skąd mam wiedzieć, że tak właśnie dochodzi się do wiedzy? Jak nie eksperymentuję, nie poszukuję, nie sprawdzam, nie testuję.

 

STS-109 Astronaut Michael J. Massimino, NASA

Chciałabym nauczyć tego swojego syna. Chciałabym też, aby szkoła uczyła w ten właśnie sposób dochodzenia do wiedzy i umiejętności. Czy jest to możliwe? Czy można w szkole realizować projekty, pokazywać drogę dochodzenia do wiedzy, do celu, uczyć „po inżyniersku?”. Myślę, że tak i mocno trzymam za to kciuki…